Alka Nauman
Wszystkie moje odrzucone wnioski w 2020/2021


mikrozamówienie #42 | 19 marca 2021

Alka Nauman – queerowa choreografka, badaczka i działaczka społeczna pracująca między Londynem a Warszawą. Absolwentka choreografii w London Contemporary Dance School i Etnologii oraz Antropologii Kulturowej na Uniwersytecie Warszawskim. Jej praktyka artystyczna opiera się na interdyscyplinarnym łączeniu antropologii, choreografii, tańca, aktywizmu i sztuk wizualnych. Obecnie Alka najbardziej zainteresowana jest tym w jaki sposób choreografia może wykorzystywać absurd w antyfaszystowskiej walce z nacjonalistycznymi strukturami władzy. Wierzy, że choreografia daje narzędzia do zmiany społecznej poprzez tworzenie bezpiecznych i niehierarchicznych przestrzeni. Jest zaangażowana w działania przeciwdziałające przemocy w tańcu. Spektakle Alki były pokazywane w The Place, Chisenhale Dance Space, Komunie-Warszawa i Curie City. Od października 2020 jest artystką-rezydentką w Galerii Stroboskop Art Space i Samego Rozkwitu w Warszawie w duecie z Zuzanną Piętkowską. Alka jest artystką wspieraną przez Chisenhale Dance Space w Londynie.

www.alicjanauman.com
https://vimeo.com/498728710
instagram: alka_nauman

Praca powstała jako część cyklu „mikrozamówienia” realizowanego przez Jasną 10: Warszawską Świetlicę Krytyki Politycznej w ramach programu „Centrum Jasna” finansowanego ze środków Miasta Stołecznego Warszawy.

Kurator: Wojtek Zrałek-Kossakowski

Chcę odzyskać swoje wnioski czyli siedem tysięcy siedemset sześćdziesiąt cztery słowa. Myślę, że to będzie bardzo długo trwać, ponieważ do dziewiętnastego marca udało mi się zająć tylko około dwoma tysiącami słów – a poświęcałam na to całe dnie. Szczerze mówiąc, na początku zupełnie nie wiedziałam co z nimi zrobić, ale czułam, że po prostu nie mogę ich zostawić. Poza tym wreszcie ktoś coś u mnie zamówił – po co wymyślać coś nowego skoro tyle słów czeka w zanadrzu.

Myślę, że podobnie jak inne osoby zajmujące się sztuką, spędziłam w ostatnim roku setki godzin na wymyślaniu nowych spektakli, performansów, warsztatów i argumentów czemu akurat ja jestem najlepszą kandydatką na te wszystkie artystyczne rezydencje i stypendia. Niektóre z nich pisane na samym początku 2020 roku wydają mi się teraz komiczne – na przykład w jednym z wniosków, w którym starałam się o rezydencję aby móc wydłużyć mój spektakl napisałam: „what does the idea of an extension mean in 2020? This question might look simple but, coś tam coś tam (…)” Mnie śmieszy.

Cześć tej oczywiście darmowej pracy odbywała się jeszcze w moim londyńskim schowku przerobionym na pokój, który początkowo miał się nazywać pokojem wyciszeń (mieszkałam z piątką osób), ale ostatecznie stał się pokojem pisania wniosków. Trzy choreografki i tancerki wymieniały się rotacyjnie dostępem do tego pokoju o powierzchni dwóch metrów kwadratowych, by całe dnie w nim pisać o tańcu. Można powiedzieć, że tym samym wróciłyśmy do źródeł choreografii, może i do 1589 roku – i od tego momentu tego tekstu będę pisać trochę po angielsku, bo i wtedy pisałam swoje wnioski po angielsku – when the term ‘choreography’ is created by Jezuitę Thoinot Arbeau. In his dance manual Orchesographie (the writing, graphie, of the dance, orchesis) the tańczące and writing body fuses to one. To write is to move: the modern ciało submits itself to the commands of język and becomes a ‘linguistic entity’ (Lepecki, Exhausting Dance: Performance and the politics of movement, 2006, s.7). Soon after comes the solidification of the nowy modernity’s project of a private space of reading and writing – a secluded chamber, which can be treated as an przodek of the modern isolated dance studio (Lepecki, Exhausting Dance: Performance and the politics of movement, 2006, s.26). The linguistic link also evokes absent beings. In the dance studio as in the room of the writer, what once has been set in motion, can come back. Moje odrzucone wnioski-widma z pewnością mogą powrócić. Lepecki pisze też o tym, że solipsism* is the ground of European choreography – dlatego postanowiłam zanurzyć się w sytuacji ekstremalnie choreograficznej, tym razem za pieniądze, i przez dwa tygodnie zajmować się wyłącznie sobą i moją relacją z moimi słowami, które ktoś uznał za niezbyt przekonujące. Teraz już będę pisać po polsku, ponieważ dosyć szybko w 2020 roku zamieniłam londyński schowek na warszawskie łóżko w kawalerce, a teraz jestem jeszcze gdzie indziej, chociaż nadal zamknięta w pokoju.

Na początku wyobrażałam sobie, że na podstawie wniosków napiszę opowiadanie, później jednak zmieniałam zdanie i postanowiłam wykorzystać je do stworzenia nowego wniosku. Weszłam w folder „professional” na moim komputerze, przekopiowałam wszystkie wnioski do jednego dokumentu, powiększyłam czcionkę do dwudziestki czego nie robiłam od czasów podstawówki i wydrukowałam. Potem zaczęłam ciąć kartki nożyczkami do obcinania włosów pudla, bo nie miałam innych. Wycinałam zdanie po zdaniu i bardzo się przy tym relaksując. Zwracałam uwagę na wszystkie moje gesty – trzymanie kartki, krzywego cięcia z powodu zeza, odkładania paseczków zdań na miejsce, branie kolejnej kartki ze stosiku. Bardzo długo mi to zajęło. Bardzo długo by też zajęło opisywanie tego wszystkiego, dlatego już sobie daruję. Ważne jest to, że zaczęłam układać kolejne części wniosku, kierując się zasadą przyjemności i bardzo luźno rozumianej logiki i narracji. Jak akurat dwa zdania obok siebie mi się podobały i jakoś współgrały z wyznawaną przeze mnie hierarchią wartości to je układałam obok siebie. W sumie, w jeden dzień na wielkim stole ułożyłam dwa wielkie wnioski. Potem poskładałam wszystkie paski zdań na dwie kupki i zawiązałam gumką recepturką. Następnego dnia się zabrałam za pozostałe zdania. Chciałam z nich ułożyć wiersz miłosny. Nie było miejsca na stole, więc zaczęłam układać na kołdrze. Strasznie się zirytowałam, bo miałam do czynienia z setkami zdań, które przypominały mi o samotnych godzinach spędzonych w schowku. W końcu ułożyłam z nich pseudo wiersz o Bauhausie i tańcach od września do listopada. Część zdań była po polsku a część po angielsku, więc czułam się jakbym wróciła do pośpiesznego notowania na studiach choreograficznych w Londynie. Nie zastanawiałam się zbyt długo nad tym co będę robić z kolejnymi setkami zdań, starałam się sobie przypomnieć jak to jest w improwizacji – kiedy musisz pilnować aby za bardzo nie być „w głowie”, tylko dać ciału intuicyjnie zinterpretować zadanie choreograficzne.

Moim zadaniem choreograficznym było codzienne działanie z setkami słów. Na początku traktowałam ją przede wszystkim kompozycyjnie. Kiedy znudziło mi się układanie tekstów z gotowych zdań, postanowiłam przerzucić się na pojedyncze słowa i z nich układać coś w rodzaju aforyzmów i sentencji, które mogłyby się znaleźć w moim manifeście. Znowu zajęło mi to niesamowicie dużo czasu i energii. Cały pokój był w słowach. Brzmi pięknie, ale zostałam zmuszona zacząć je wkładać do kartonów z Lidla, bo już się nie dało wytrzymać. Nie miałam kleju, bo tu gdzie jestem wszystko jest zamknięte, więc cały czas mi się coś gubiło, dokładnie tak jak gubi się jakiś ruch czy gest przy improwizacji – nie da się w końcu wszystkiego zafiksować. Z resztą nigdy mnie to specjalnie nie interesowało. Kiedy już wytworzyłam kilkanaście aforyzmów albo zdań, które wyglądają przynajmniej tak jak przedstawiane są internetowe aforyzmy zmieniłam strategię. Odtąd starałam się patrzeć na słowne perfromerki w oderwaniu od ich znaczeń. Było to bardzo, bardzo trudne. One szybciej się nasycają znaczeniami niż ciała. Próbowałam przestać widzieć potencjalne narracje – chciałam się skupić wyłącznie na materialności liter. Układając je obok siebie kierowałam się ściśle choreograficznymi parametrami takimi jak: relacja pomiędzy słowami a przestrzenią wokół nich, rytmem, kierunkiem, kształtem, odległością, brzmieniem. Wychodziło okropnie, czułam, że nie mam wprawy. Zastanawiałam się jak w to wszystkie wciągnąć parametr czasu, w końcu uznałam, że powtórzenie może być jego zaznaczeniem. Przyglądałam się temu jaki poziom liter dominuje w danym słowie – czy jest to dół, parter czy góra. Starałam się dobierać słowa radykalnie różne i tworzyć kontrapunkty. Czasem pozwalałam na jakieś przypadkowe ułożenie i sama siebie pytałam dlaczego akurat tutaj, a nie tam, i co to znaczy dla całej kompozycji. Myślałam o nastroju jaki buduje i dramaturgii. Po całym dniu byłam niemal tak wyczerpana jak po ośmiu godzinach prób z zespołem.

Kolejnego dnia już niemal zupełnie porzuciłam jakiekolwiek nowe układanie. Wreszcie udało mi się zdobyć półlitrowy klej od siedmioletnich sąsiadów i zaczęłam naklejać na białą kartkę skonstruowany pierwszego dnia wniosek. Kiedy walczyłam z wylewaniem kleju z ciężkiej butelki na cienki pasek zdań, zdałam sobie sprawę, że od wielu dni jestem w cielesnym związku ze słowami. Wycinanie, dotykanie, gładzenie, odrywanie, zbieranie, przesuwanie, przyklejanie – to gesty relacyjne.

Od tego momentu postanowiłam skupić się wyłącznie na tym aspekcie słów-ciał. Dlatego po przyklejeniu wszystkich zdań wniosku zaczęłam je moczyć po kolei w blaszce do pieczenia ciasta wypełnionej wodą (bo tylko ona była wystarczająco duża aby pomieścić kartę a4). Całe mokre i lśniące wnioski wyrzucałam na balkon i robiłam im modne zdjęcia z fleszem. Potem uznałam, że nie ma na co czekać i wzięłam z niemal wszystkimi czekającymi na mnie słowami kąpiel.

* solipsism here it is understood as ‘associated with the Cartesian project of a self-motivated, self-referential production of truth that places the solitary subject of discourse at the center and limit of that truth (Lepecki, 2006,s.38).

wybór prac Alki:
https://vimeo.com/498728710

ZAKOPANY KRAJOBRAZ

ZAKOPANY KRAJOBRAZ

Pokaz pracy laureackiej 2. edycji Programu Wsparcia Środowisk Twórczych

Dowiedz się więcej