Natalia Fiedorczuk
ZOZO/ZOZI


mikrozamówienie #50 | 14 maja 2021

Natalia Fiedorczuk – pisarka, dramaturżka, kompozytorka i wokalistka. Laureatka Paszportu Polityki za debiutancki tom prozy “Jak pokochać centra handlowe” w 2016 r. Autorka trzech powieści, kilku książek dla dzieci i kilkunastu dramatów. Komponowała muzykę alternatywną, filmową i teatralną. Lubi dzieci, zwierzęta i wikipedię.

fot. S. K. Kielak

Praca powstała jako część cyklu „mikrozamówienia” realizowanego przez Jasną 10: Warszawską Świetlicę Krytyki Politycznej w ramach programu „Centrum Jasna” finansowanego ze środków Miasta Stołecznego Warszawy.

kurator: Wojtek Zrałek-Kossakowski

marzec

odkąd pamiętam mam w sobie wiele do opowiedzenia jednak z tych opowieści
ciągle wychodzą mi anegdoty albo wiersze; jeśli chodzi
o anegdoty to zwyczajnie zaczynają mnie już męczyć

coraz więcej milczę niż się śmieję sama
z siebie (taki śmiech najszlachetniejszy, bo obraża tylko mnie)

z kolei wiersze zawstydzają mnie od wierszy pieką uszy
i inne suche otwory. w środku nadal zima.

 

kwiecień

nim nas zamykają, to te wszystkie treści
przypominają o lekcjach przysposobienia
obronnego z profesorem młyńskim, kolegą z ojca studiów
(mój ojciec w 1987 ukończył kierunek o nazwie wychowanie techniczne. w ramach magisterki
szył ręcznie rękaw koszuli a tak naprawdę kończyła ten rękaw za niego moja matka).

kiedy już nas zamkną, to mogę się zamknąć.

 

maj

nagle znów otwarci i znowu przez dom
przelatuje przeciąg. widzę, że obrosłam
w błoto, brudną wodę z pijalni dla dzików
razem z dziećmi, psem, maseczką i parą pepegów.

własne urodziny – wolałabym nie.

 

czerwiec

w ośrodku wczasowym na północy polski
około trzynastej gramy w badmintona.
dzieci stoją obok i patrzą zdumione
na tandetną lotkę. świszczy wśród uderzeń
wiatr ją ciągle znosi w okolicę skarpy.
potem idę pisać. to stanowi powód
do powrotu w kłótnię co trwa szósty rok.

 

lipiec

nie pamiętam wiele – przecież kończę książkę
i odstawiam leki z grupy stymulantów
(należę do osób, które hyperwigilancję dostały w zestawie ze skłonnością do tycia,
lekko garbatym nosem, brakiem orientacji w zachowaniach stadnych etc.)

 

sierpień

po skończeniu książki choruję przez miesiąc, więc nie zauważam jak bardzo jest groźnie.
pielęgniarka wkłuwa mi wenflon w sypialni.
– czy jeśli nadedrę jej kombinezon z flizeliny
to czy przez tę szparkę prześlizgnie się wirus?

 

wrzesień

sprzątam więcej niż zwykle, dzieci są już w szkole.
wracają ze śmietnika ich prace plastyczne.
(które wcześniej posortowałam oceniając ich wartość sentymentalną, zostawiając te znaczące: najstaranniejsze, najbardziej przedziwne)

dwa wory z dziełami odrzuconymi zdążył zalać już deszcz. on stawia je w wiatrołapie.

 

październik

kwarantanna trwa zaledwie cztery tygodnie
– od połowy października do połowy kolejnego miesiąca. nie pamiętam jego nazwy.
podobno żałoba trwa co najmniej połowę
tego czasu w którym się kochało.
od połowy października do połowy kolejnego. nie pamiętam nazwy.

 

listopad

o, właśnie. wieszam szafki i otwieram okna.
na zewnątrz z daleka słyszę – krzyczą coś co moje.
odczuwam brak czegoś, co nigdy nie było.

 

grudzień

pod choinkę dzieci dostają: lalkę, klocki lego, lornetkę i kozik.
w sylwestra oglądam przez whatsappa jak facet smaży mięso.

 

styczeń

jeżdżę samochodem i wracam z powrotem

 

luty

dziecko dłubie w nosie, dostaje krwotoku
robię zimny okład z mrożonych brokułów.
rano na talerzu, którego nie zmyłam
pływają dwa kwiaty w zielonkawej wodzie.

 

marzec

zastygam grymaśnie wchodząc w obwodnicę
może to tęsknota, a może szadółki.

 

kwiecień

z wysokości skarpy widzę, że dziewczynka
na placku z żelbetu robi sznurek-szpagat.

 

maj

to bardzo krzepiące, kiedy rytm powraca
i że bił na cztery, nie na siedemnaście.

 

Sopot, 2021