Marta Jalowska
Gest


SZPULARKI | TERAZ POLIŻ, Beniamin Bukowski, Krystyna Duniec, Katarzyna Kalwat, Inga Lipińska
2/6

Praca powstała jako część Programu Wsparcia Środowisk Twórczych realizowanego przez Jasną 10: Warszawską Świetlicę Krytyki Politycznej w ramach programu „Centrum Jasna” finansowanego ze środków Miasta Stołecznego Warszawy.

Spektakl
Konferencja
Publikacja
Instalacja
W zapachu krew
Mój bunt jest buntem klasowym, robotniczo-chłopskim. Zakład pracy narzucam sobie sama, ale jestem wyzyskiwaczką, bo nie uznaję nadgodzin, choć robię ich wiele. Mój bunt jest buntem kobiet. Ich bunt był buntem pracownic, robotnic, dopiero potem kobiet, często pochodzenia chłopskiego. Żyrardów był miastem pracownic, był miastem robotnic. Był miastem kobiet pracujących przy tkaninach. Miastem kobiet, które nie miały łatwego dostępu do tkanin. Miastem kobiet pracujących w huku. Miastem szczęśliwych właścicielek 20 m2 bez łazienki. Był miastem, nie wsią. Był perspektywami. W Żyrardowie było kino i Dom Kultury. Można było potańczyć. Była szkoła i były przyszłe robotnice. W zakładach zarabiały lepiej niż ich nauczycielki. Były przyjaciółki i koleżanki. Były żłobki i przedszkola. Żyrardów jest miastem w żałobie. W żałobie po robotnicach. Ich wnuczki żyją na tych samych 20 m2 bez łazienki. To tam wychowują ich prawnuczki, które nie mają pojęcia o przeszłości swoich prababek. Coroczne rekonstrukcje historyczne strajku są im obce, bo rekonstrukcjami dowodzą mężczyźni. Możemy obejrzeć tam, znów, i znów, i wciąż, bezwolne, nieme kobiety, dziewczyny, które snują się za organizatorami. Jest rok 1883, w żyrardowskich zakładach strajkują kobiety, część przypłaci to życiem, inne życiem swojej rodziny, której nie będzie z czego utrzymać po utracie pracy. O to życie toczy się walka, bo to życie traci się od wilgoci i zapylenia, od nieudanych porodów płodów uszkodzonych, bo noszonych do końca w wilgoci i zapyleniu, od nieudanych aborcji, od reumatyzmu. Walka o kodeks pracy, o skrócony 8-godzinny dzień pracy, o podwyższenie wynagrodzeń. Najwięcej warci byli dorośli mężczyźni, potem dorosłe kobiety, potem chłopcy, a na końcu dziewczynki, które musiały pracować, ale zarabiały już naprawdę marny ułamek męskiej pensji. Dorosłe kobiety widzą, że nie wykonują mniej pracy niż mężczyźni. Czasem wykonują więcej. Narażone są na męskie kaprysy majstrów i szefów, narażone są na molestowanie i gwałt. Wolałyby zostać pannami, ale szybko biorą śluby, żeby zmniejszyć ryzyko gwałtów. Walczą o siebie i o swoje córki. Walczą z fabrykantem, ale walczą też z caratem, walczą z mężczyznami, z patriarchatem, ale o tym jeszcze nie wiedzą. Nie ma takich słów w ich języku. W języku mojej mamy, mojej babki i moich ciotek, a nawet moich kuzynek, które zostały na wsi też nie ma takich słów. Ale patriarchat jest. Jest rok 1883. Szpularki opuszczają zakłady, strajkują. Odmawiają pracy. Jaki to gest? Czy da się go odziedziczyć? Czy da się odziedziczyć głos buntu? Czy da się odziedziczyć gest buntu? Co mogę odziedziczyć po mojej prababce-szpularce? Smutek, wyciszenie, kilka lnianych solidnych obrusów, rozedrganie i biedę. Kiedyś lubiłam takie przedmioty, a dziś myślę: „na chuj mi te obrusy”, wolałabym piosenki, dźwięki, pamiętniki, słowa, gesty, ruchy. To bym wolała. I mieć za co kupić obrusy. Jest rok 1883 – emancypacja to ostentacja. „Mężczyźni przejmują narrację. To co się staje ważne, to „precz z caratem” a nie postulaty robotnic. W dupie mam polskość, interesują mnie ciężkie warunki pracy i ich zmiana” zapisuję w styczniu albo lutym 2020 r. „Precz z caratem” / „***** ***” zapisuje ulica w październiku albo listopadzie 2020 r. Nad czym będą się zastanawiać moje prawnuczki. Które piosenki i które ruchy mojego ciała mogę im przekazać. Wczoraj pracowałam 12 h, z przerwą na obiad, przedwczoraj 14, też z przerwą.